niedziela, 31 sierpnia 2014

V- piąteczka!

Otwieram oczy ale i tak po chwili je zamykam. Uwielbiam ranki. Nie chyba trochę się zagalopowałam- uwielbiam sobotnie poranki, tzn. dobudzanie się przez godzinę, oddzielanie snu od rzeczywistości, rozmyślanie o tym się wydarzyło lub co się wydarzy.
Tak więc przypominam sobie ostatnie dni i powoli dochodzę do wczorajszego wieczoru. Czuję się dziwnie. I, o Boże, ja mam dziś randkę. Gdy ta myśl przechodzi mi przez głowę wstępują we mnie nowe siły. Siadam na łóżku i prostuje się. Cholera, mam dziś randkę. Kurcze nie wiem jak tego dokonałam, przecież ja nie umiem nawet flirtować no ale okej. Analizuję jeszcze raz wczorajszy wieczór. Nie, nigdzie nie pójdę. Nie pokarze mu się na oczy. Albo pójdę. Tak, pójdę, nie wiem po co ale pójdę!
Spoglądam na zegar 9:30. Nieźle. Wychodzę z pokoju na słabo oświetlony korytarzyk i maszeruję do kuchni. Zastaję tam Asha i Selene, nagle przypominam sobie, że nie jestem głodna i robię szyki unik za ścianę ale niestety już zostałam zauważona.
- O, hej, robaczku zjesz z nami śniadanko?- pyta przesłodko Selena. Co ja, kurwa, niedorozwinięta jakaś jestem? Obie mamy po 18 lat (tzn rocznikowo 17 ale to już tylko kilkanaście dni), no i w sumie ja jestem starsza... yhh, nie ma co się nią przejmować.
- Zastanowię się nad tym, robaczku. Jak widzę postawiliście kolejny krok w waszym związku- teraz z nami pomieszkujesz? Tylko bez dzieci niech się obejdzie- mówię przesłodkim tonem.
-Sash, ogarnij się- piorunuje mnie wzrokiem Ash.
Wychodzę z kuchni ubieram się, biorę kasę i lece na zakupy spożywcze do supermarketu. Wychodząc z klatki widzę kopertę z moim imieniem przyklejoną do szyby drzwi wejściowych. Instynktownie rozglądam się ale nikogo nie widzę. Otwieram i czytam:
Przyjadę po Ciebie o 18:00.
P.S. Następnym razem nie dam Ci uciec.
Twój chłopak
(naprawdę mi się to podoba!)
     Uśmiecham się. Jest słodki, bardzo, bardzo słodki. Zakupy mijają mi w miłym nastroju. Wracam do domu i zabieram się za cotygodniowe sprzątanie domu. Na brata nie mam co w tej kwestii liczyć. Jego sprzątanie to jedynie ewentualne pozbieranie brudnej bielizny walającej się po całym mieszkaniu.
Jest godzina 16:36, pora powoli zacząć się szykować. Nalewam do wanny gorącej wody(przy tym dodaje do niej różnych soli specyfików żeby zrobić pianę, bo przecież wiadomo, co to za kąpiel bez bąbelków?). Gdy moja kąpiel się szykuje ja przechodzę do  swojego pokoju i staje przed wiecznym dylematem kobiet na całym świecie: W CO SIĘ UBRAĆ? I tu jetem w kropce. Zazwyczaj jak idę na imprezę z  Chloe ubieram się wygodnie, tzn. w rurki jakaś bluzka, t-shirt i bez rewelacji, żeby było luźno i żeby nikt za bardzo nie dostrzegł, że się spociłam(przepraszam, takie są realia życia :) ) Natomiast dziś jestem umówiona na randkę. Z chłopakiem. Z przystojnym chłopakiem. Może to pora aby wbić się  w jakąś sukienkę. Nie często się na to porywam ale może dziś jest ten dzień. wybieram więc słodką czarną sukienkę a do tego grube czarne rajstopy i  płaskie, sznurowane, ciepłe buty wysoko za kostkę. Myślę, że nie wygląda to najgorzej i możne być.
Wracam do łazienki gdzie czeka mnie wanna wypełniona po brzegi wodą. I dobrze. Lubię takie kąpiele. Rozbieram się, wchodzę i od razu się kładę. Jest bosko. Rozpływam się.
Po około godzinie wychodzę. Póki co wślizguję się w dres. Chwilę zastanawiam sie nad tym czy suszyć włosy ale stwierdzam, że nie. same się układają całkiem nieźle.
Mam jeszcze trochę czasu więc idę do "salonu" i siadam koło Asha oglądającego TV.
- Wybierasz się gdzieś?- zadaje rutynowe pytanie.
-  Potańczyć- odpowiadam
- A, to powiedz Chloe żeby wpadła jak będzie miała wolny czas bo mam dla niej tą płytę o której ostatnio tak trajkotała.
- Ale jesteś uczynny i bezinteresowny, wow- zaciekawiam się- Dlaczego?
- No przecież to twoja przyjaciółka, moja chyba też. Nie wiem o co ci chodzi- kończy obrażony.
- O nic- wolę go nie drażnić teraz gdy bez jego wiedzy idę na randkę. Od czasu gdy płakałam po Gabe'ie patrzy krzywo na każdego chłopaka, który się do mnie słowem odezwie.
- A ty co? Nigdy nie uwierzę w to, że będziesz zalegać na kanapie w sobotni wieczór.
- Będę. Z chłopakami.- to znaczy, że trzeba się czym prędzej teleportować
Przechodzę do swojego pokoju i przebieram się. Nie cierpię się stroić. Mam zamiar się szybko przebrać w spodnie i jakąkolwiek bluzkę ale shit jest już 18:06. Biorę torbę wrzucam tam najpotrzebniejsze rzeczy zakładam kurtkę i żegnam się z bratem krótkim "Pa".
Zbiegam ze schodów i w drzwiach mijam kogoś. Odwracam się i widzę go. Robi mi się niedobrze ze zdenerwowania.
- Myślałem już, że zapomniałaś.- zaschło mi w gardle i nie wiem co odpowiedzieć- ładnie wyglądasz.
- Ty też możesz być- odpowiadam już nieco pewniej.
- Jesteś pewna, że wolisz klub od spokojnej rozmowy nocą w parku?
- Nie umiesz tańczyć tak?- zaczynam się naśmiewać
- Pożałujesz tych słów- mówi z udawaną powagą po czym sam się zaczyna śmiać- więc zapraszam- wskazuje motor.
-Bez jaj. jestem w sukience, nie wsiądę na to.
- Wolisz iść na piechotę?- mówi podając mi kask.
- Szczerze, to tak.- biorę od niego kask i ani mi się śni zakładać.
- Boisz się?- szczerzy się
- Oczywiście, że nie ale jestem w sukience.
- No i?- zabiera ode mnie kask i zapinam mi go na głowie.
-Dobra ale patrzysz prosto przed siebie- szybko wsiadam i łapie się go w pasie. Poprawia moje oplatające go ręce i rusza.
To nie jest mój pierwszy raz na tego typu maszynie, więc to nie jest nic odkrywczego dla mnie ale i tak było super. Zawsze to jakiś zastrzyk adrenaliny, prawda? Zatrzymujemy się przed zatłoczonym wejściem do klubu. Ja szybko zeskakuje i oddaje kask kierowcy, który sam ściąga swój.
- Ale się bałaś. Myslałem, że nie wytrzymam i w końcu wybuchnę śmiechem.
- Nieprawda! W cale się nie bałam!- oburzam się
- Czyli chcesz mi powiedzieć, że specjalnie ściskałaś mnie mocniej i przysuwałaś do mnie za każdym razem gdy przejeżdżaliśmy przez dołek?- i rzuca ten swój uśmiech zwycięscy
- Dokładnie. Czytasz mi w myślach chyba.- odpowiadam beznamiętnie- a teraz chodź duża kolejka przed nami.
Chłopak łapie mnie za rękę, idzie na sam przód kolejki, wita się z gorylem i prowadzi mnie do środka. Jestem pod lekkim wrażeniem bo nigdy nie dostałam się tu tak szybko jak dziś.
Przechodzimy do szatni gdzie Loczek pomaga mi zdjąć kurtkę. Czuję jego spojrzenie które lustruje moje koronkowe plecy.
- Wow...- słyszę gdy się odwracam, jego wzrok podnosi się do poziomu moich oczu i zarz spada nie mogąc się powstrzymać i nie zlustrować mnie teraz od przodu.
Przechodzimy do ogromnej hali dyskotekowej gdzie co jaki czas przewija się jakiś mój znajomy rzucający przyjazne ale stłumione "cześć" ku mnie.
- Wiesz co? Może chwile posiedzimy?- rzucam do chłopaka
- Jak chcesz- usmiecha się  i prowadzi mnie do miejsca do tego przeznaczonego.
- Musze ci wyznać, że nie jestem zbyt dobrą tancerką. W zasadzie jestem tak słaba, że bez czegoś mocniejszego nawet na parkiet nie wychodzę- zaczynam tłumaczyć się ze swojego dziwnego zachowania
- Rozumiem- mówi śmiertelnie poważnie mój towarzysz( co przyprawia mnie o wybuch śmiechu) i wstaje kierując się do baru. po chwili przychodzi z dwoma szklankami soku pomarańczowego (co znów wywołuje u mnie nagły wybuch śmiechu)
- Mam nadzieje, że nie za mocne- śmieje się
Upijamy łyk po czym on ciągnie mnie na parkiet. Wszyscy dookoła skaczą i świetnie się bawią a ja zaczynam się dziwnie bujać. Patrze na zażenowaną minę chłopaka, chyba chce uciec. Ale on odwraca mnie tyłem do siebie.
- Już ja cię nauczę tańczyć a wiesz dlaczego?- nie daje mi odpowiedzieć- Bo leci nasza piosenka.
Rzeczywiście z głośników leci tamta melodia. To głupie ale sprawiło, że czułam się pewniej. Następne 5 piosenek przetańczyliśmy(a raczej przeskakaliśmy i przespiewaliśmy) osobno.
- Idę się napić- oświadczam i przechodzę do baru. Idąc ocieram się o różne osoby. Siadam na stołku i czekam aż barman podejdzie. Chwilę to trwa ale jak juz się zjawia wręcza mi sok pomarańczowy.
- To dla ciebie
- Ale ja jeszcze nic nie zamawiałam
- Ktoś to za ciebie zrobił- uśmiecha się przyjaźnie brunet
Jestem pewna na 100% że to od Loczka więc śmiało piję aż do dna. Dostaję jakiegoś kopa i dosłownie biegnę na parkiet. Po drodze mijam mojego nauczyciela tańca, który daje znać, że teraz on idzie się napić. Idę na środek parkietu i zaczynam tańczyć. Czuję się wolna, dzika i szczęśliwa. Wszystko wydaje się takie piękne. Wszyscy dookoła mnie śmieją się do mnie i patrzą z podziwem. Czuję się jak królowa. Gdy dotykam brzucha czuję jakby bass z głośników dyktował moim wnętrznościom jakiś dziki rytm. Co chwilę ktos krzyczy mi do ucha pochlebne teksty. Fajnie, mam to w dupie. Chcę tylko tańczyć.
Naglę czuję, że ktoś złapał mnie za rękę, odwracam się i widzę Harrego. Uśmiecham się na widok jego miny wyrażającej podziw i ciekawość. Zaczynam sobie uświadamiać, że lepiej mi jak tańczę, dosłownie- gdy stoję kręci mi się w głowie. Więc zaczynam znów się ruchać. Teraz juz tak nie szaleję, moje ruchy są wolniejsze, chyba bardziej wczuwam się w muzykę. Co chwilę przymykam oczy. Staję i patrzę na sufit, który mieni się tysiącami barw. Znów kręci mi się w głowie i... ciemność. Nie widzę nic, nie wiem co się dzieje...









_____________________________________________________________________________________________________________
Chciałam was przeprosić bo w poprzednim rozdziale popełniłam błąd. Zamiast Ash (chodzi tu o brata Sashy) napisałam Luke. Nie wiem dlaczego, jakieś chwilowe niedojebanie mózgowe... Tak więc przepraszam ;)

a oto sukienka ;)


Pisząc te notki na dole czuję się trochę jakbym gadała sama do siebie.

piątek, 22 sierpnia 2014

IV, ummm słodko ;DD

- Często tu tak przesiadujesz?- zagaduje mnie
- Często ale tylko w nocy ewentualnie późnym wieczorem- zaczynam się zastanawiać gdzie podziało się moje wrogie nastawienie do chłopaka. To chyba magia tego miejsca bo śmiało moge stwierdzić, że akurat teraz jest mi dobrze w jego towarzystwie, a to wróży kłopoty.
- Dlaczego w nocy?
- Hmmm, nie ma ludzi, jest cisza i spokój, można oglądać gwiazdy, jest tajemniczo i to jest fajne. Mogę sobie siedzieć tu godzinami i rozmyślać o wszystkim to moje sacrum. A i w nocy wszystko staje się piękniejsze.
Kątem oka spostrzegam, że chłopak intensywnie się mi wpatruje i to chyba od początku mojego monologu.
- Masz rację, teraz wszystko na co patrze jest piękne.
Szlag by to trafił. Czuję kłopoty i wcale ich nie chce ale nie potrafię przed nimi uciec. Może nawet nie chcę uciekać, na pewno nie w tej chwili. Wszystko o czym marzę to przerwanie niezręcznej ciszy.
- A ty często tu bywasz?
- Myślę, że tak ale zazwyczaj w dzień. chyba pora zmienić nawyki.
Kurcze. To wyznanie lekko mnie onieśmieliło więc teraz stawiam na ciszę. Nie będę wywoływać wilka z lasu.
Znów zaczyna padać śnieg. Jest pięknie. Nie mogę się powstrzymać i wyciągam rękę otulona ciepłą rękawiczką po to aby spadło na nią trochę śniegu. To wszystko sprawia, że z zachwytu otwieram usta. Znów czuję na spobie jego oczy.
- Wiesz  chyba muszę już iść- mówię nie przerywając oglądania tego cudnego widowiska. Czuję się jak w transie.
- Jesteś pewna. Nie brzmisz zbyt przekonująco. Ale jeśli chcesz to cię odprowadzę, Sash.
To miłe. On jest miły. Chyba mu to powiem... Zaraz, co jest! Nie przedstawiałam mu się. Na pewno tego nie zrobiłam. Nie w autobusie bo byłam na niego raczej wkurzona i nie w pracy bo też byłam na niego wkurzona i nie robie po prostu takich rzeczy.
-Coś się stało?
Co mam mu powiedzieć?! Tak, stało się, podejrzewam, że jesteś jakimś psycholem jakich wiele na tym świecie, śledzisz mnie i zbierasz o mnie informacje po to aby mnie porwać i zgwałcić gdzieś w krzakach. Pffff. spokojnie, chyba naoglądałam się zbyt wiele kryminałów. A jeśli ten sms od nieznajomego jest od niego? Nie wiem. Nie warto ryzykować.
- Nie , nic. Musze lecieć, serio. - wyrywam się z własnych rozmyślań.
- Odprowadzę cię...
- Dam sobie radę. Cześć.- mówię stanowczo, odwracam się na pięcie, stawiam pierwszy krok ale on łapie mnie za rękę co powoduje, że odwracam się twarzą do niego. warto dodać, że od naszych twarzy dzielą nas milimetry.
- Zrobiłem coś nie tak? Powiedziałem coś głupiego?- szepcze patrząc mi prosto w oczy.
- Skąd znasz moje imię?- palnęłam prosto z mostu również szeptem.
- Czy to coś złego?
- Nie, ale czuję się niekomfortowo z tym.
- Gdy cię dziś wieczorem zauważyłem w knajpie spytałem się kelnerki jak masz na imię i czy możesz nas obsłużyć bo wiem, że ci się podobam i chcę ci ułatwić podbój- szczerzy się.
Na to wyznanie znów wzbiera we mnie wściekłość wyrywam rękę spod jego uścisku, widzę, że sprawia mu to radość więc odwracam się i idę pospiesznym krokiem w stronę szosy.
- Ale ty drętwa jesteś- wyrasta przede mną  jak spod ziemi co powoduje, że przewracam się na niego, on się śmieje a ja usiłuje wstać i nie uderzyć go.
- Ej! Co tu się dzieje?! Puść ją!- rozlega się dobrze znany mi krzyk. To Gabe. Debil, dupek, syfiarz, łamacz serc, niszczyciel wspomnień- mój były.
- Daj sobie spokój Gabe. nic się nie dzieje. Idź stąd- wstaje i otrzepuję się ze śniegu.
- Jakoś ci nie wierze. A tak na marginesie to unikasz mnie ostatnio.
Chcąc, cie chcąc jego pojawienie się sprawia, że w myślach przenoszę się do wydarzeń z początku lata, konkretnie TEGO wieczoru gdy podczas imprezy przyłapuję go na całowaniu i mizianiu się z jakąś laską. Nawet nie wiem kim ona była. Rzygać mi się chce na to wspomnienie.
- Ciekawe dlaczego? Podobno jesteś dobry w bieganiu więc teleportuj się stąd bo nie chcę cię już oglądać.
- Chcę z tobą pogadać- robi krok w moją stronę na co ja reaguje krokiem w tył.
- Ej, koleś odpuść- wtrąca się loczek stając przede mną uniemożliwiając tym samym Gabe'owi dotknięcia mnie.
- Bo co?!
- Słuchaj, najwyraźniej ona nie chce z tobą rozmawiać.- mówi stanowczo.
- A ty skąd możesz to wiedzieć, co?- Krzyczy coraz bardziej rozzłoszczony mięśniak.
- Bo jesteśmy razem - wypaliłam bez zastanowiienia.
Obaj są maksymalnie zaskoczeni i patrzą na mnie w osłupieniu z otwartymi ustami (tak w ogóle to gdyby nie to, że mam w tym interes to już dawno leżałabym na śniegu z obsikanymi ze śmiechu spodniami) . Mój "sprzymierzeniec" otrząsa się szybciej z tego szoku  zamyka buźkę  a jego ręka wędruje na moje biodra i przyciąga mnie do siebie, wysila się na ochrypnięte i niezbyt pewne;
 - Właśnie
Po minie Gaba widzę, że ten gest mu bardzo nie przypadł do gustu.
- Nie wierzę. Sash ty taka nie jesteś. nie spotykałabyś się z kimś innym bo nadal mnie...
- No to patrz - przerywa mu Loczek i ruszamy ścieżką w przeciwną stronę.
Po kilkunastu sekundach Loczek nie wytrzymuje i szepcze w moją stronę.
- Wow, kiedy awansowałem na twojego chłopaka. A mówiłem, że na mnie lecisz.
Ignoruję jego ostatnią uwagę ze względu na to, że mi pomógł.
- Przepraszam cię. Strasznie mi głupio... Jak ty w ogóle masz na imię?- pytam przypominając sobie o tym, iż nawet nie znam imienia mojego wybawiciela.
- Hahaha. No niezłe ziółko z ciebie jednak. Spotykasz się z chłopakiem nie znając nawet jego imienia- nie ukrywa swojego rozbawienia- nie żeby mi to przeszkadzało- kończy swoją wypowiedź puszczając mi oczko.
Gniewnie zrzucam jego rękę z moich bioder i piorunuję go wzrokiem (szybko odwracam się upewniając się, że Gabe niczego nie widzi.)
- To powiesz mi jak mój chłopak ma na imię?- i sama zaczynam się z  tego naśmiewać bo dochodzi powoli do mnie jak głupio się zachowałam.
- Harry
- Ładnie.
- Gdzie tak właściwie mnie prowadzisz?
- Do mnie do domu- widzę TEN uśmiech chłopaka- Bez takich. Hahaha. Chciałeś mnie odprowadzić więc ja ci tą atrakcję sponsoruję.
Reszta drogi mija nam na ciszy i na wybuchach śmiechu na wspomnienia teatrzyku z przed parunastu minut.
- No więc to mój blok. Jeszcze raz dzięki i przepraszam- mówię to, nie spoglądając na niego i odwracam się ale on łapie mnie za rękę co ma identyczny efekt jak w parku.
- A gdzie moja nagroda za tą rolę- szepcze mi do ucha co przyprawia mnie o ciarki.
- Ja oscarów nie rozdaję- wykręcam się żartem.
- To może spotkasz się jutro ze mną?
- Mam szkołę...- nieudolnie łgam
- Przecież jutro jest sobota, nie wykręcaj się. Jutro w parku?
Po tym wszystkim przytłacza mnie wizja bycia sam na sam z nim... z Harrym. Po prostu wstydzę się.
-A może klub?- chłopakowi nie podoba się to więc szybko dodaję- chyba, że nie umiesz tańczyć.
- Ha! zdziwisz się to du jutra.
- Ale wiesz, że znajomość ze mną to niekończące się kłopoty?
- Obiecujesz?
Wyrywam się z jego uścisku nie dając mu skończyć ten wieczór w hollywoodzkim stylu. Biegnę po schodach jak na jakichś bateriach. Mijam Asha i rzucam szybkie "cześć" w kierunku jego i Seleny, idę się myć i długo, długo nie mogę zasnąć...





______________________________________________________________________________________________________________

                                                              Gabe

Dobrej nocy ;*


sobota, 16 sierpnia 2014

III

Robi mi się gorąco. "Spoko Sash, nie dawaj po sobie niczego poznać".
- Potem sobie porandkujesz, ja tu umieram z głodu- wtrąca jakiś blondyn a reszta mu przytakuje, spoglądając na mnie badawczo co jakiś czas. Odczuwam lekką ulgę z powodu, że zostałam zepchnięta na boczny plan. Zebrałam zamówienia od czwórki, pora na "mojego znajomego".
- Poproszę whiskey, twój numer buta, adres, kolor majtek a i przydałoby się żebym znał twoje imie i wiek bo nie chcę zadawać się z jakąś małolatą-  kończy idealnym usmiechem. Staram się zachować profesjonalizm lub chociaż opanować grad słów, które same cisną mi się na usta. Słowo gdyby nie przechodzący Brad to przegrałabym tę wewnętrzna walkę ze sobą.
- Coś jeszcze?- Zadaje pytanie najuprzejmiej jak tylko mnie stac w danej chwili.
- Możesz iść- słyszę w odpowiedzi od szatyna, który wykonuje gest w stylu; " idź już marny sługo".
Mam ich dość. Cała 5-tka jest jakaś popieprzona. Moja praca jest całkiem fajna ale jeśli bedą się tu pojawiać częściej to chyba poszukam innej.
- Cindy, proszę, zanieś zamówienia do tego stolika bo nie mam siły...
- Ale ja mam swoje...
- Zamieńmy się!- przerywam koleżance
- No dobra - uśmiecha się.
Idę wykonać swoją część umowy wracając zbieram brudne talerze i szklanki z pustego stolika.
- Sasha, ten gość z kręconymi włosami, wiesz z naszej wymiany, mówi, że nie dostał pełnego zamówienia - nagle jak z pod ziemi wyrasta Brad z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej.
- Coś się stało?
- Nie, tylko...- próbuję wyjaśnić głupi kawał loczka.
- Przez Sashę dałam niepełne zamówienie klientowi- wypaliła Cindy.
- Wiesz, że to klasyczny błąd za jaki mógłbym cię wywalić? U mnie takie sytuacje nie mają miejsca.
- Przepraszam, ale to nie tak...- próbuję wyjaśnić głupie poczucie humoru.... Zaraz jak on się nazywał... Chyba mi się przedstawiał... Yhh... nieważne..
- Nie przepraszaj, tylko idź to szybko wyprostować.- wbija we mnie swoje ślepia.
Więc ze spuszczoną głową maszeruję do danego stolika a tam zastaje sprawce mich kłopotów, samego. Przez myśl mi przeszło, że wyczuli kłopoty i się teleportowali.
- Słuchaj, ogarnij się, ja tu kurcze pracuje pracuje- podchodzę bliżej chłopaka i silę sie na opanowany ton.
- Ale ja na prawdę chcę znać twój numer buta- słyszę, moją odpowiedzią na to jest teatralne wywrócenie oczami.
- Dobra widzę, że tyłek nie przestał cię jeszcze boleć, więc wróce kiedy indziej- bierze swoją whiskey, pije do dna, wyciąga banknot, rzuca na stolik i wychodzi. Po chwili wraca nachyla się i szepcze mi do ucha z wyraźną determinacją:
- A to będzie kiedyś nasza piosenka- nie czekając na odpowiedź wychodzi.  Mimo woli uśmiecham się bo to było słodkie a i piosenka juz wcześniej przypadła mi do gustu.
- No i...?- wita mnie wyczekujący Brad
- Okazało sie, że to nieporozumienie.
- Wiesz co, tak sobie myślę, a może weźmiesz sobie wolne na jakiś czas?
- Ale jak to? Przecież to była jednorazowa sytuacja a nawet nic się tak na prawdę nie stało. Szefie wiesz, że w pracy zawsze daje z siebie 120%- nie moge uwiezyć własnym uszom.
- Tak wiem- uśmiecha się- chodzi o to, że jesteś praktycznie codziennie i w ogóle. Myślę, że troche wolnego ci nie zaszkodzi.
Przyjęłam. Dupa. Reszta wieczoru mija spokojnie . Wreszcie wychodzę. Jest 23:14. Mróz szczypie w nos, pada śnieg a ulica wygląda jak z bajki za sprawą wszechobecnych lampek choinkowych. Ani jednego samochodu. W głowie słyszę piosenkę z reklamy coca-coli, "coraz bliżej święta". Ruszam środkiem drogi rozkoszując się pięknym widokiem. Czuję błogość, wydaje mi się, że znów jestem małą dziewczynką. Kieruję sie w stronę parku. Nie wiem dlaczego. To wbrew rozsądkowi, wbrew mnie.
Jest ciemno ale nie boję się. Odgarniam śnieg z ławeczki i siadam.
- Wow, jestem pod wrażeniem. Myślałem, że grzeczne dziewczynki nie chadzaja w samotności do ciemnych miejsc.- dobrze wiem do kogo należy ten głos.
- No widzisz. Życie jest takie nieprzewidywalne- śmieje się- Śledzisz  mnie czy co? Zaczynam się bać. W łazience też cię spotkam?
- Później rozpatrzę to kuszącą propozycję- uśmiecha się do mnie loczek i siada obok mnie.



__________________________________________________________________________________________________________________________-

a u nich zima ;ooo
nie chce mi się już dziś więcej pisać. Mam nadzieje, że nie jest zbyt badziewnie.. 

czwartek, 14 sierpnia 2014

II

Idąc chodnikiem w stronę domu zauważam Ash'a, starszego o 5 lat brata, stojącego z grupką jego "ziomków".
- Gdzie tak długo byłaś?- pyta mnie, a jego jak dotąd roześmiani koledzy milkną.
- U babci. Spokojnie nie każdy w tej rodzinie kombinuje na lewo i prawo.- ogarnia mnie wściekłość  gdy po raz kolejny uświadamiam sobie, że Ash mógłby robić, w sensie pracować, wszędzie gdzie tylko sobie upatrzy a wybiera lewe interesy z jakimiś przygłupami.
- Nie bądź taka spięta- puszcza mi oczko jeden z nich, konkretnie mulat, ten, który ciągle się do mnie przywala.
- Dobra, idź do domu już spać, a ty mnie nie wkurwiaj.- dodaje zwracając się do chłpaka.
Nie kłócę się, wiem, że i tak jestem już przegrana. On mógłby obrobić bank a mi zabrania oglądać film do późna w nocy.
Nie mam ochoty na nic. Kładę się spać z nadzieją, że kiedyś tyłek przestanie boleć albo odpadnie w nocy. Gdy już zamykam oczy słyszę dźwięk sms'a. Dziwne, numer jest zablokowany... "Zapomniałem Ci życzyć; słodkich snów, złośnico" .
Wysilam umysł... Nie jednak nic dzisiaj z tego nie będzie. Dziś juz tylko sen.



...


Budzi mnie specyficzny dzwonek telefonu mojego brata, "Hallelujah chours", co oznacza, że dzwoni do niego Sellena. Idę do kuchni i zastaje tam zaspanego Ash'a robiącego sniadanie.
- Chcesz płatki, mała?- pyta nie spoglądając na mnie.
- No proste. Selenka już się dobija?- pytam z sarkazmem.
- Nie rozumiem dlaczego jej nie lubisz, Sash.
- Po prostu do siebie nie pasujecie. Ona jest taka powierzchowna, fałszywa- tutaj spogląda na mnie z miną "lepiej skończ bo w innym wypadku ja z tobą skończę", ale ja się nie zrażam i ciągnę- potrafi się  z tobą pokłócić o byle co  a ty przytakujesz jej na wszystko. Jesteś zupełnie inny, lepszy.
- Nic nie rozumiesz, bo nie byłaś zakochana, tzn tak na prawdę. A i jeszcze jesteś w dodatku smarkaczem- warto tu napisać, że to nie kłótnia ale zwyczajna wymiana poglądów i spostrzeżeń między rodzeństwem.
- Może i tak ale to ty ciągle nie odbierasz. Przypomnij mi dlaczego masz taki wkurzający dzwonek -śmieje się bo uwielbiam go o tyo pytać. On momentalnie wstaje prostuje się jak do hymnu wyciąga w górę łyżkę i recytuje;
- Ponieważ, gdy dzwoni do mnie Sel, czuję jak ogarnia mnie niebiańska rozkosz. -teraz i on się śmieje- Dobra, kiedy przychodzi po ciebie Chloe bo mam cię już dość?
W tym momencie rozlega się pukanie a po chwili pojawia się moja przyjaciółka.
- Ale ziiiimno! Dajcie coś na rozgrzewkę!
- Życzy sobie pani coś konkretnego?- podchwytuje Ash.
- Hurbatkę- odpowiada czarnowłosa rozbierając się ( z kurtki xd).
- Nie, zaraz mamy autobus a ja nie mam zamiaru się spóźnić. Poplotkujecie sobie innym razem- oddaje kurtkę zawiedzionej dziewczynie i sama ubieram się w swoją.
- Dziś od razu po szkole idę do pracy. Wrócę późno. A i babcia mówiła, że ma coś tam dla ciebie więc rusz dupkę i wstąp do niej.
- Dobra, dobra.


...


-Matko, Sasha, mówię ci ja się załamie. Myślałam, że Cris wydoroślał albo chociaż zmienił taktykę po naszej rozmowie ale on znów wczoraj podrywał mnie na teksty typu pies i szynka albo szczerbaty i suchary- zwierza mi się Chloe  gdy mamy się już rozstać przed naszymi zajęciami.
- Hahaha - nie ukrywam rozbawienia - będę się za ciebie modlić.
Biologia, matma, angielski, angielski, francuski, w-f, i rozszerzona chemia. Minęło całkiem znośnie i jadę autobusem do baru, gdzie pracuję. Wyliczyłam sobie, że jeszcze dwa miesiące ciężkiej pracy i może kupie sobie ten wypasiony aparat i stanę się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
- Oooooo dobrze, że jesteś. przetrzyj naczynia i leć do klientów. A i zwiąż te włosy. - wita mnie Brad, właściciel
- Okej.
Szybko uwijam się z naczyniami i wychodzę do pomieszczenia gdzie znajdują się klienci. Witam Lolę barmankę i Cindy kelnerkę. Przygotowuje swój notesik i idę na obchód. Zanim się zorientowałam zrobiło się już ciemno. Z głośników leci jakiś fajny kawałek. Podchodzę do stolika przy którym siedzi jakaś grupka.
- Dobry wieczór, czy już państwo coś wybrało? - recytuję nie patrząc na nich przygotowana na grad zamówień.
- O jak milutko. Czy my się przypadkiem gdzieś nie widzieliśmy?- to pytanie powoduje, że podnoszę wzrok i widzę ten sam łobuzerski uśmiech, który prześladował mnie wczoraj w autobusie (i podczas snu).


_________________________________________________________________________________________________________
                                                           Ash
 Selena
 Chloe
 Cris
 Brad

 przepraszam, że wiele rzeczy się nie zgadza (np co do wieku), za ewentualne błędy itd.
Coś tam się niby dzieje -11 wyświetleń ;)))


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział I



Boże, jak mnie dupa boli! Siadam na pierwszym lepszym miejscu w autobusie i rozmyślam o operacji usunięcia pośladków…  A jak wychodziłam od babci to mi mówiła; Uważaj na schodkach przed. Mimo że jest ich tyko cztery są zdradliwe a już na pewno  w taki mróz jak dziś wieczór!”. Dobrze, że autobus jest pusty, przynajmniej nikt nie będzie widział mojej agonii… Kurde!  Wykrakałam! Jak zawsze! Szybko, założyć słuchawki i puścić coś smętnego, że niby mam fascynujące życie a piosenka przywołuje tyyyle emocji. Pomimo bólu zaczynam się dyskretnie śmiać z tego jak okrutnie powalona jestem.  Dobra.   Wsiada chłopak, profil hmmm… udany, w sumie bardzo udany ale po stroju wnioskuję, że to jakiś  „bad boy”.  Okey, rusza zapewne na drugi koniec autobusu zająć miejsce, a ja zaczynam udawać, że nie zauważyłam jego wejścia i gapię się w szybę.  Fuck, coś poczułam. Siadł obok mnie?!  O co tu chodzi?! Cały autobus jest przecież wolny! Udaje, że nawet tego nie zauważyłam a padający śnieg za oknem jest jest bardziej interesujący. Czuje, że nachyla się w moją stronę, chwilę tak zastaje (mnie dolatuje cudowna woń męskich perfum) i wyciąga mi jedną ze słuchawek. Odwracam się gwałtownie (co powoduje Armagedon na moim tyłku, nie daje po sobie niczego poznać, mimo że łzy same się cisną do oczu) i widzę pewne siebie spojrzenie, analizujące każdy milimetr mojej twarzy oraz łobuzerski uśmiech. Nie będę kłamać ,robi mi się gorąco. Nie jestem do końca pewna czy to przez ten niegrzeczny gest czy też zostałam spiorunowana jego urodą.
- Fajne, fajne. Prześlij mi tą nutę, kotku- odsłania przede mną śnieżnobiałe zęby i patrzy bezczelnie na moje sta oczekując jąkającej się: "Cz-cześć. J-jasne"
-Po pierwsze, nie jesteśmy ze sobą na "ty". Po drugie, może grzeczniejchłopczyku. I po trzecie...
-Zaraz, zaraz. Zarzucasz mi , że nie jesteśmy na ty a sama tak mówisz, nie wspominając jak niegrzecznie to robisz. Przynajmniej tytuł podaj... kotku- i znów ten uśmiech. 
Bawi go to! Mam to gdzieś, nie muszę z nim dyskutować. Wyrywam słuchawkę z jego dłoni, zabieram plecak z siedzenia na przeciwko, dumna podnoszę się i momentalnie tego żałuje.
-O ku... cholera!- staje wyprostowana łzy zaczynają mi ciec po policzkach.
-Co się stało?!- krzyczy mój sąsiad lekko przestraszony.
-N-nic - "gnojku" dokańczam sobie w głowie.
-Jasne, mów zaraz- wstaje i patrzy na mnie z wyczekiwanie.
- Po prostu niedawno wywróciłam się i teraz boli mnie... noga. a w zasadzie dwie- patrze na niego wzrokiem bezdomnego pieska w nadziei, że może okaże choć trochę współczucia.
-Okej, wybaczam ci to haniebne zachowanie z przed 20 sekund, wypadek i boląca pupa, tak, tak rozgryzłem cię, troszkę cię usprawiedliwiają- uśmiecha się triumfalnie w moją stronę i podaje ręke.
-Aha. Super.- teraz mój wzrok, pomimo bólu, staje się obojętny - Pan wybaczy ale ja tu wysiadam- kulejąc, a raczej wlokąc się wymijam go, a gdy autobus spowalnia, co zwiastuje przystanek, nakładam kaptur, odwracam się i z udawaną serdecznością dodaję- Życzę udanego wieczoru...
-Bardziej nocy- i znów ten kretyński uśmieszek. 
Wysiadam.  



 ______________________________________________________________________________________________
        I mamy jedyneczkę! Jeśli czytasz, komentuj ;D 
Miłego dnia;*

Witam! Cześć! Hejka! Elo! Siemandero i tak dalej ;D

  
Ten pomysł kiełkował w mojej głowie przez pewien czas i w końcu zdecydowałam się że zacznę prowadzić bloga z opowiadaniem. ;DD Jeśli stwierdzisz, że jest shit'em to z góry cię przepraszam za zmarnowanie Twojego cennego czasu. Ale jeżeli stwierdzisz, że jest on spoko i będziesz wpadać po więcej to chyba będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie ;DD
I to chyba na tyle...
                                                                                             Adios ;*